Pachotówko powstało, aby upamiętnić i dalej kontynuować wspaniałe tradycje i zwyczaje rodziny Pachota, związaną z Gzinem od około 100 lat.

Dom w Gzinie zawsze tętnił życiem, panowała tutaj naturalna i domowa atmosfera. Dziadkowie i moi Rodzice zawsze byli gościnni, więc często tutaj odbywały się spotkania rodzinne. Wnukowie przyjeżdżali do dziadków na wakacje, dzieci na urlopy. Wszyscy wspólnie pomagali w pracach gospodarskich. Babcia i moja Mama wspaniale gotowały i pozostawiły rodzinne przepisy i receptury, które stosujemy do dzisiaj.


Tak jak za dawnych lat w zagrodzie są gęsi, kury, kaczki, perliczki, a historie rodzinne wciąż żyją, bo je przekazujemy.
Mój dziadek Jan Pachota (1901-1979) przybył do Gzina razem z żona Moniką (1901-1965) z domu Holz. Poznali się i pobrali w miejscowości Krzywogoniec w gminie Cekcyn. Dziadek Janek przeprowadził się z miejscowości Tymowa powiat Brzesko, razem z rodzicami Józefem (zm. 1935), Rozalią (zm.1926) i siostrą Anną oraz siostrzeńcem Konstantym (1911-1985). Rodzice Konstantego wyemigrowali przed 1918 rokiem do USA. Monice i Jankowi urodzą się dzieci Józef (1924-1988), Antoni (1926-1988), Helena (1928-2014) nazywana Jadzią. W 1928 roku osiedlają się w Gzinie kupują dom (czworak) i 10 hektarów ziemi od właściciela Paczkowskiego podczas parcelacji majątku. Później dziadek Janek dokupił drugi dom z działką od pana Pawłowskiego. W jednym z domów urządzają szkołę i mieszkanie dla nauczyciela. W Gzinie, w 1932 roku przychodzi na świat mój tato Czesław. Janek zostaje sołtysem i wielkim społecznikiem, pracuje na rzecz wsi, razem z mieszkańcami buduje szkołę, remizę strażacką wraz z domem kultury, jako sołtys pozyskiwał środki na budynki wiejskie.

Wszystko przerwała II wojna światowa, która odcisnęła się na losach rodziny Pachota, Niemcy wysiedlili całą rodzinę do Limanowej( Generalna Gubernia), po ciężkich 5 latach strachu, głodu i niewolniczej pracy, wróciliśmy do Gzina. Janek nadal działał jako społecznik starał się, aby w Gzinie powstał przystanek PKP, bo wcześniej mieszkańcy musieli chodzić do przystanków w Dąbrowie Chełmińskiej (4km) lub Unisławiu Pomorskim (4 km). Dyrekcja PKP zaproponowała, aby stacja Gzin nazywała się Pachotówko, ale skromny działacz nie wyraził zgody. Tworzył Ochotniczą Straż Pożarna oraz działał przy elektryfikacji naszej wsi (1960), ale mieszkańcy nie byli chętni. Uparty postarał się o kredyty dla mieszkańców i premię z funduszu Odbudowy Stolicy, aby rozjaśniła się szara rzeczywistość. Za działalność społeczną został odznaczony w 1968 roku Złotym Krzyżem Zasług. Kochał swoją wieś, swoją małą ojczyznę, zależało mu na mieszkańcach Gzina.
Dziadek działał w czasach, gdy głównym środkiem lokomocji był rower, nie było telefonu i Internetu, zdeterminowany pisał setki pism i zawoził do powiatu – Chełmna iGdańska. Do tego był prezesem ZS. Nocami nadrabiał prace gospodarskie, często niedojadał, bo nie miał na to czasu, co przepłacił anemią.

Gospodarstwem zajął się mój tato, ożenił się z gospodarną i uroczą dziewczyną o pięknym imieniu Apolonia (1937-2009) z domu Siemianowska. Zagroda i rodzina rozwijała się i powiększała, wkrótce przyszli na świat moi bracia Marian (1959) , Zbigniew ( 1962) i ja czyli Alina (1974). Rodzice bardzo ciężko pracowali na roli, a my mieliśmy wspaniałe dzieciństwo, za co należy im się podziękowanie.

Rodzeństwo mojego Taty Czesława było ambitne i twórcze: Antoni pisał piękne wiersze i opowiadania ( dostępne w Pachotówku). Józef pedagog z wykształcenia, dyrektor Domu Poprawczego w Szubinie pisywał artykuły do gazet. W każdym pokoju wiszą obrazy, które namalowała ciocia Helenka, napisała również Historię Rodzinną i Kronikę swojej twórczości (wszystko dostępne u nas w Gzinie). Jej obrazy pokazywano na licznych wystawach i wernisażach.

Alina